06
maj
10

Mount & Blade: Warband

Kwadratowi rycerze, kanciaste konie i paralityczne ruchy powracają w nowej odsłonie M&B. Tale Words niezbyt się postarało, jeśli mamy mówić o ilości zmian jakie wprowadzono. Troszkę wstyd, bo społeczność moderska wykazuje się większą aktywnością  niż sami twórcy. Szkoda i to wielka ale cóż im na to poradzić można?


Co nowego w sąsiedztwie?

Warband to coś na miarę samodzielnego dodatku, w którym dostajemy nową mapkę z tymi samymi królestwami, miastami, zamkami, wioskami i npc’tami co w podstawce. Są one po prostu geograficznie inaczej usytuowane. Na jedno to dobrze, w końcu coś na co patrzy się z zaciekawieniem i bez obeznania. Na drugie zaś… Cóż, przyzwyczaiłem się do poprzedniej mapy, a i zmiany kolorów większości frakcji mnie odstraszają. Dostajemy również nową nację – Sułtanat Sarranidzki, który jak nie trudno się domyśleć wypełnia lukę kulturową w świecie M&B wpasowując się klimatem w cywilizację Islamską. Co za tym idzie? Nowe jednostki rzecz jasna, nowe miasta etc. Samą grę zaczyna się w wybranym przez siebie miejscu (stolica każdej z nacji). Na początek twórcy zarzucają nas krótkim sznureczkiem nowych questów, zaś potem jest to ten sam, stary, kanciasty ale i uwielbiany Mount & Blade. Rozmiar bitew zwiększono do limitu 150 jednostek, jednak to żadna rewelacja, bo nawet starzy kaszubi pamiętają wieści o pewnym demonie… A imię jego – “Battle Sizer”, który to piekielnymi mocami linijek kodu zwiększa liczbę jednostek mogącej występować w wojennym teatrzyku do kilku tysięcy. Cóż jeszcze nowego? Otóż do gry dodano kilka nowych lokacji, takie jak wioski i pola bitwy. Aż miło zaszarżować na wroga w nowej scenerii. Co prawda nie jest tego dużo, ale jednak zawsze to coś. Na ekranie, tuż obok paska życia bohatera umieszczono pasek hp naszego wiernego rumaka. Dobre udogodnienie. Zawsze zastanawiałem się czy mój konik już ledwo zipie, czy jeszcze wbić się parę razy w grupę wrogów – teraz już wiem. Nie sprawdziłem tego (jeszcze) ale ponoć można zostać królem, zaś sami szlachcice sterowani przez komputer wykazują się teraz większą inteligencją na mapie strategicznej – i dobrze. Jeśli o nowościach mowa, to aż grzech byłoby nie wspomnieć o trybie multiplayer, który już chyba każdemu kto choć troszkę interesuje się tematem przeszedł przez uszka…

Rozłup komuś czaszkę on-line.

Pierwsze wrażenie z trybu multi? WOW! Naprawdę wciąga i jest dosyć dobrze zorganizowany. Taki CoD4, tyle że na miecze. ;] Niestety nie przykuwa na tak długo. Prędzej czy później, z naciskiem na prędzej – nudzi się. Mimo to na pewno da każdemu lubiącemu M&B kilka godzin przedniej rozrywki w bitwie, oblężeniu, deathmatch’u czy nawet capture the flag. Zabijamy wrogów, kupujemy nowy ekwipunek za złoto, aby siać coraz większe zniszczenie. Pniemy się do góry w tabeli fragów. Ogólnie cud-miód. O poziomie trudności… Multi jest nie lada wyzwaniem dla doświadczonego gracza, a co dopiero dla newbie. Wparowanie w tłum graczy przeciwnej frakcji z imieniem ulubionego gumisia na ustach nie skończy się dla nas dobrze. Jeden solidny cios nordyckim toporem, strzał z ciężkiej kuszy, czy też przebicie lancą przez rozpędzonego kawalerzystę kończy się zazwyczaj śmiercią naszego wojaka i czekaniem na respawn. Blok i unikanie ciosów to podstawa. Nie atakuj, póki wróg nie skończy ataku ale i nie zastanawiaj się zbyt długo, bo w końcu ktoś wytrąci ci tarczę, po czym niechybnie uczyni z zadka jesień średniowiecza.  Niespodzianką jednak nie będzie gdy oznajmię, że praktyka czyni mistrza. ;]

To co widać, słychać i czuć.

Tak jak napisałem na początku… Grafika nadal jest kanciasta i niezbyt urodziwa. Nie brzydka, co to to nie. Po prostu nie dostanie tylu zaproszeń na studniówkę co inne. ;/ Wydaje mi się, iż jest nawet troszkę lepsza niż w podstawce. Tak również twierdzi producent. Zmieniono również animacje ataków bronią. W sumie dobrze ale zamach mieczem czy tez szablą wygląda teraz jak próba otwierania słoika z ogórkami przez kogoś z atakiem padaczki. Trudno się przyzwyczaić, tak z początku… Muzyka, to te same dosyć fajne utwory co w podstawce. Niczego nowego się nie doszukałem. Pewnie dlatego, że w czasie grania i tak Foobar rządzi. ;p Jak dla mnie, klimat jest nieco inny. To przez początkową fabułę i zmienioną mapkę. Odległości między miastami wydają się mniejsze. Wszystko tak jakby zostało upchnięte aby szybciej się przemieszczać. Ogólnie fajnie jest. Dyplomacja, sposoby nawiązywania relacji z lordami i temu podobne nadal szwankują. Chodzi głównie o ich ilość, banalność oklepanych już wypowiedzi i questów. Szkoda, że nie poprawiono tego aż tak bardzo jak chcieliby tego gracze.

Tak więc…

Jeśli nie masz co zrobić z czasem, pieniędzmi i lubisz mimo wyraźnych niedoskonałości ten koślawy wytwór wyobraźni tureckich programistów i grafików – kup Warbanda. Na pewno przyniesie sporo godzin dobrej zabawy, jeśli nie w multi, to na pewno w singlu.


0 Odpowiedzi do “Mount & Blade: Warband”



  1. Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: