Archiwum dla Grudzień 2009

31
Gru
09

Sylwester

Nigdy! Absolutnie nigdy, nie rozumiałem idei tych wszystkich imprez typu: urodziny, imieniny, sylwester etc. Urodziny? Gratulacje jesteś o rok starszy i szybciej zdechniesz. Imieniny? Masz na imię Krystyna, fajnie. Podobnie jak dziesiątki pań śpiewających w kościele. Sylwester? Kolejna cyferka w kalendarzu, setki oderwanych palców i kończyn w czasie zabaw pijanych piromanów. Na półkach w Biedronce tylko tanie imitacje szampana no i po wszystkim taki zapierdziel w sklepach z okazji końca roku fiskalnego, że nawet gumy do żucia kupić nie można. Skupmy się jednak na tym ostatnim – sylwestrze. Osobiście otrzymałem trzy zaproszenia… To od Polsatu, TVP1 i TVP2. Było jeszcze jedno ale sprawy potoczyły się niezbyt fajnie i już go nie ma. Tak więc dawno i nie prawda. Może i bym gdzieś wyszedł ale niestety, jak zawsze – wybitnie mi się nie chce. Wszyscy ci, którzy wybieracie się z partnerkami lub sami na jakąś imprezę, powiedzcie co w tym fajnego? Ubierzecie się ładnie, nałożycie na włosy tony taniego żelu czy tez pianki, wypsikacie się równie renomowanym dezodorantem, a potem jak znam eskapady moich znajomych i tak ktoś obrzyga was niepowtarzalną mieszaniną szampana, ukraińskiego piwa, wódki i czego tam jeszcze można sobie do jadłospisu dopisać. Nie lepiej siąść sobie w domu, odbyć parę kursów pomiędzy komputerem gdzie otrzyma się noworoczne życzenia od informatycznych nolife’ów, a lodówką gdzie dumnie stoi Piccolo? No… Można też chwilkę popatrzeć na Kasię Cichopek i Krzysia Ibisza, którzy to starają się być coraz zabawniejsi ale niestety im to nie wychodzi. Po wszystkim zaś… Prosto do łóżeczka lub do sąsiada popieprzyć durnoty o wszystkim i o niczym. Zastanów się!

Reklamy
22
Gru
09

Atrakcyjna oferta Funcomu

Chyba nawet małe dziecko choć troszkę interesujące się zagadnieniem MMO wie, że Age of Conan: Hyborian Adventures ma malutkie problemy z przyciągnięciem graczy do swojego rzekomo bardzo uroczego świata. A szkoda, bo gra prezentuje się na wszelakich filmach, screenach i w recenzjach całkiem okazale. Niestety, ja jako biedny chłopczyk z polskiej wsi, do której dojechanie PKS’em to nie lada problem, nie mogłem sobie nigdy pozwolić na opłacanie i tak niezbyt wygórowanego jak na polskie warunki abonamentu. Jednak nic straconego… Święta to czas cudów, gdzie nawet nauczyciele tudzież szefostwo przemawia ludzkim głosem. Nie inaczej jest z wydawcami gier.  W Norwegii musiało ostro zawiać chłodnym wiaterkiem, bo Funcom wyszedł z niezwykle interesującą propozycją… Mianowicie ojcowie Age of Conan dają nam (Uwaga!) nieograniczony czas zabawy ze swoim najwspanialszym dzieckiem i to całkowicie za darmo. Jak dla mnie jest to atrakcyjniejsza oferta niż zaproponowanie siedmiodniowego triala, po którym pozostaje tylko wykupienie abonamentu albo zamknięcie się w kokonie własnych frustracji i tłuczenie głową w ścianę z powodu braku funduszy na jego opłacenie. Rzecz jasna konto, które otrzymamy ma pewne ograniczenia. O tym jednak tu. Czy to wszystko wystarczy aby przyciągnąć graczy, dla których taki World of Warcraft to Jezus, Allach i Budda w jednej osobie? Zobaczymy… Ja się dałem nakłonić i właśnie pobieram pliki ze strony przez menadżera. :]

17
Gru
09

Clash of the Titans – Czy będzie warto pójść do kina?

Pozwolę sobie odpowiedzieć na pytanie zawarte w nagłówku… Sądząc po zwiastunach – będzie warto i to naprawdę. Nie każdy lubuje się w soczystych efektach specjalnych wypełniających połowę filmu jednak ja do grupy tych osób nie należę. Miło będzie popatrzeć na te wszystkie mityczne stwory odtworzone za sprawą filmowej techniki. Mam nadzieję, że będą się one prezentować przez cały film równie dobrze co na zwiastunach. Do tego zacieram ręce parząc na listę aktorów, którzy wystąpią w owym widowisku… Po pierwsze wielki duet z Listy Schindlera – Liam Neeson i Ralph Fiennes… Tutaj panowie wcielający się kolejno w Zeusa i Hadesa. Do tego Sam Worthington, który z filmu na film staje się coraz bardziej znany i rośnie na prawdziwego gwiazdora Hollywood . Wszakże ma za sobą ostro rozreklamowanego, a nawet przereklamowanego Terminatora, a dużymi krokami zbliża się również niezwykle interesujący Avatar z nim w roli głównej. Oby film okazał się wydarzeniem na miarę Władcy Pierścieni – tego mu życzę.

Czyż utwór w trailerze nie jest słodki?

16
Gru
09

Guild Wars w święta

Może, a nawet na pewno powie ktoś, że jestem ostro trzepnięty… W sumie to osoba wygłaszająca takie odważne stwierdzenie miałaby sporo racji. Dlaczego? Już mówię… Święta to rzekomo czas miłości, zgody, życzliwości i innych reliktów, o których społeczeństwo w dresach tudzież z  żelem na głowie już dawno zapomniało czyż nie? No tak… Mimo, to okres ten powinien kojarzyć mi się z ciepłem domowego ogniska i zapachem pichconych potraw o nazwach tak egzotycznych lub wręcz przeciwnie, że nie wymagajcie ode mnie abym je wymienił. Podobnie jest z alkoho… Nieważne. W każdym razie gdyby ktoś zapytał mnie, „co lubisz w świętach”, albo „co ci się z nimi kojarzy” bez zastanowienia odpowiedziałbym – świąteczne eventy w GW! Wiem, że brzmi to strasznie i iście „informatycznie” ale takie są fakty. Wiem również, iż większość czytelników (o ile jacyś są) zakończyli lekturę na poprzednim zdaniu i już wystukują numer do kliniki zajmującej się uzależnieniami od gier. Rzecz jednak w tym, że ja w grę tą gram tylko i wyłącznie w święta po to aby ku uciesze pociskać w innych graczy wirtualnymi śnieżkami i pozapieprzać prezenty. Oczywiście polecam… Radość na zakazanej mordzie gwarantowana.

12
Gru
09

Pudzianowski vs. Najman

XII gala KSW już za nami i co od niej otrzymaliśmy? Ja, jako całkowity laik mogę powiedzieć, że mam za sobą kilka godzin patrzenia na reklamy proszków, batoników etc. przerywanych wchodzeniem na ring i samymi walkami napakowanych panów.  „Mixed martial arts„, czyli „Mieszane Style Walki” zainteresowały mnie z powodu walki wieczoru i jej bohaterów, których to nazwiska dumnie widnieją w nagłówku. Miałem nadzieję na długi, męczący dla obu panów pojedynek, któremu pikanterii dodawały ich zróżnicowane style walki, ilość mięsa na kościach i osobisty konflikt. Niestety… Tak naprawdę były to 44 sekundy naprawdę dobrej zabawy, którą zapewniła mi doskonała postawa Pudzianowskego. Swoją drogą nie podejrzewałem, że będzie on aż tak szybki… Kto oglądał ten wie. A kto nie oglądał… Streszczę to w taki sposób – masakra. Co z pozostałymi walkami? Cóż… chciałem zobaczyć coś ciekawego. Spodziewałem się więcej, po tym jak w szranki stają przedstawiciele różnych dziedzin walki. Dlatego też tym bardziej szkoda mi napisać, że sport ten wygląda jak pijacka burda na wiejskiej dyskotece, tyle że odbywa się ona przy błysku fleszy i za ogromne pieniądze. No nic, może w przyszłości poznam bardziej samo MMA  jak i „techniki” w nim używane co pozwoli mi inaczej spojrzeć na ten teatr potu, krwi, pięści na twarzy, i iście gejowskich pozycji na macie…

04
Gru
09

Dragon Age: Początek

Dragon Age: Origins (angielski tytuł o wiele bardziej do mnie przemawia) to złote dziecko studia BioWare, którym podnieceni Kanadyjczycy chwalili się aż do znudzenia. Bo jakbyście się czuli, gdyby sąsiedzi codziennie latali wam po osiedlu pokazując USG swojego nienarodzonego bobaska? Masa reklam, przemoc, sex i Marylin Manson – tak mógłbym krótko określić to czym było dla mnie Dragon Age przed premierą. W sumie nic specjalnego. Wystarczy włączyć telewizję i poskakać po kanałach – wyjdzie na to samo, czyż nie? Mimo to ja jako chłopczyk radujący się na widok wrzeszczących pomiotów piekielnych, fikuśnej broni białej i juchy spływającej hektolitrami po ekranie postanowiłem dać grze szansę. Czy się opłacało? O tym dalej…

Boże jakie to… „piękne”!

Pozwolę sobie powiedzieć już na początku, że grafika w DA nie zachwyca. Nie ma tu iście Crysis’owskich nowinek technicznych, a na twarzy starego krasnoluda nie można policzyć zmarszczek mimicznych. Mimo to nie stresować się drogie dzieci. Wersja na PC’ta w którą dane mi było grać wygląda najlepiej, tzn. lepiej od wersji konsolowych (a macie fanboye!). Modele postaci wyglądają tu całkiem przyzwoicie, a znane już z Mass Effect’a iście filmowe dialogi i cutscenki wsparte naprawdę miodnymi animacjami prezentują się naprawdę dobrze. Swoją drogą piersi… to znaczy modele, chociażby takiej Morrigan powinny stanowić dobro narodowe i dumę Kanadyjczyków. Niestety gorzej prezentują się już nieco kanciaste drzewa i przestarzałe tekstury murów. Ale cóż, nie można mieć wszystkiego prawda?

Coś mi w uszach szumi…

O udźwiękowieniu warto też parę słówek skreślić. Cóż… Gdy dowiedziałem się, że to utwory Inona Zura usłyszymy w grze ucieszyłem się jak dzieciak na gwiazdkę. W pamięci wszak miałem soundtrack ze wspomnianego już wcześniej Crysisa czy też main theme z Fallouta 3, który to swoją łaskawą obecnością przedłużał i umilał mi pobyt w menu głównym. Sądziłem, że w Początku będzie tak samo… Niestety, myliłem się. W tym miejscu należałoby się zastanowić czym jest dobry utwór? Moim zdaniem jest to coś co po kilku odtworzeniach zapamiętam, polubię i będę potrafił zanucić. Jak nie trudno się domyślić niczego takiego nie zaobserwowałem po kilkudziesięciu godzinach grania w Dragon Age. A szkoda… Nie twierdzę, że utwory zaserwowane na ścieżce dźwiękowej są złe. Co to to nie. One po prostu nie wpadają w ucho. Moim zdaniem brak im tego czegoś… Tego pierwiastka, który sprawiałby, że odpalając utwór ma się ochotę położyć na miękkiej pościeli i spokojnie sunąć dłonią w powietrzu zachwycając się wykonaniem. Tyle o muzyce. Teraz może coś o głosach postaci. Tutaj nadmienię, że grałem z angielskimi dialogami. Z autopsji wiem, że polskie udźwiękowienia zamiast pomagać mi zachwycać się klimatem i wsiąkać w świat gry zabierają mnie do kabaretu pełnego źle obsadzonych ról bądź głosów rodem z syntezatora mowy. Wolałem nie ryzykować. Angielskie udźwiękowienie to wg. mnie prawdziwy majstersztyk  doskonale podkreślający osobowość i emocje szargające postaciami. Zniewieściały Alistar, gburowaty Sten, kusząca Morrigan, przez którą wielokrotnie dostawałem ataku niepohamowanego ślinotoku. To jest to! Wielka szkoda, że gra okazała się „zbyt duża” aby znalazło się tam miejsce na mówione dialogi dla głównego bohatera…

Gdzie, kim i jak nam się zdarzy hasać…

BioWare na potrzeby swego najnowszego dzieła stworzył całkiem nowe uniwersum czerpiące garściami z innych porządnych światów książek lub gier… oraz z popkultury.  Akcję swojego tworu panowie (i panie?) z Montrealu umieścili w krainie Ferelden. Rasy zamieszkujące wspomniany skrawek gruntu to m.in. stare, dobre i jakże stereotypowe Krasnoludy, Elfy oraz Ludzie. To właśnie w przedstawiciela, bądź przedstawicielkę jednej z tych trzech ras zdarzy nam się wcielić po czym przemierzać całkiem spore połacie terenu. Rolę swoistych „bad guyów” spełniają tu Mroczne ( -.-‚ ) Pomioty, które w gruncie są niebywale podobne do Tolkienowskich orków. Mówią, że nazwa zobowiązuje tak więc jak Dragon Age: Początek mógłby się obyć bez sławetnych i tak rozkrzyczanych we wszystkie strony świata „początków”? Owe „początki” (originy) to nic innego jak wyjątkowe dla danej rasy i klasy wycinki scenariusza, które potem zawiązują się w jednym miejscu i dalej są już do siebie bardzo podobne… Właśnie. Dlaczego podobne, a nie takie same? Otóż dlatego, że rasa, pochodzenie i wybory jakich dokonaliśmy we wcześniejszej fazie gry odciskają piętno na naszych dalszych poczynaniach w większym stopniu niż mogłoby się zdawać. To akurat bardzo dobre rozwiązanie zwiększające replayability gry, które sprawia że mam ochotę rzucić wszystko w gromy i zacząć grę od nowa. Niestety, powstrzymuje mnie od tego nazbyt mocny cios mojej partnerki… Ale przemoc w rodzinie to już temat na osobny akapit.  O czym to ja… Ach tak, początki. Między tymi godzinnymi, tudzież dwugodzinnymi scenariuszami występują diametralne różnice. Interesujące zaś jest to jak świat, to jest – npc’ty postrzegają naszego herosa uwzględniając jego właśnie jego pochodzenie. Jednak o tym nie będę się rozpisywał. Trzeba w grę zagrać. W DA dane nam jest odwiedzić naprawdę sporo różnych lokacji począwszy od zrujnowanych twierdz, przez osaczone wioski i wielkie miasta aż po wieżę magów. W tym zagadnieniu raczej na nudę liczyć nie będzie można. Pomiędzy poszczególnymi lokacjami przemieszczać będziemy się używając mapy, która tak naprawdę jest sprytnie zamaskowanym ekranem ładowania stanowiącym zagadkę dla absolwenta przedszkola.

Gdzie ruszymy, kompanio moja?

Z pewnością na osobny akapit zasługuje drużyna głównego bohatera, którą na dobrą sprawę kompletuje się niemalże całą grę. Mamy tu cudaków przeróżnych ras i klas zaś każdy z nich ma za sobą całkiem spory bagaż doświadczeń, którym chętnie się z nami podzieli. Myślę, że dialogi z nimi wszystkimi nie są wtórne. Jak już wcześniej napisałem, odpowiednie dobranie głosów do konkretnych postaci wzmaga efekt. Co jakiś czas warto zatrzymać się w obozie, którego rolę w Mass Effet spełniała Normandia. W nocy, przy ognisku słuchamy co konkretni kompani mają nam do powiedzenia. A mają tego całkiem sporo. Udany dialog tudzież jakiś niewinny prezencik może zwiększyć poziom pozytywnego nastawienia danej postaci do nas co skutkuje jakimś atutem wykorzystywanym w walce lub… miłą scenką na osobności. Odpowiednie dobranie konkretnych kompanów do danej misji oraz zapewnienie im porządnego wyposażenia może nie tylko ułatwić nam rozgrywkę ale i uczynić ją przyjemniejszą. Bo cóż jest wspanialszego jest od zajęcia wrogich jednostek Alistarem występującym w postaci tanka, podczas gdy Zevran zachodzi łosi od tyłu zadając niebywały dmg i tym samym kosząc wszystkich przeciwników? We wszystkim pomaga ekran taktyki, w którym możemy ustawić zachowania dowolnego członka teamu w danej sytuacji. Jednak nie zawsze się to sprawdza, bo sztuczna inteligencja nadal pozostaje sztuczną…


Jakby tak ocenić…

Dragon Age uważam za dobrą grę… Nie więcej, nie mniej. Naprawdę nie wiem czy jest to klasyczny RPG, bo i co oznacza bycie tym „klasycznym”? Osobiście sądzę, że całe do gadanie o klasyce było z góry ustawionym punktem marketingowym. DA porównałbym do Mass Effect’a lub Wiedźmina tak więc jaka klasyka? Jaki powrót do korzeni? Mniejsza… Początek jest grą długą, a to wg. mnie dobrze, bo każde RPG takie też powinno być. Cała ta „dorosłość” gry psu na budę bo i co tutaj fajnego? Kilka dekapitacji i elementów gore? Sex? Większość z tego jest podane na kolorowym talerzyku oblanym infantylną polewką. Cóż… Jest jak jest. Widocznie rynek gier musi jeszcze troszkę poczekać aż trafi się tu coś naprawdę poważnego. Teraz tylko pozostaje czekać na kolejne po Stone Prisoner, Warden’s Keep i  Return to Ostagar – DLC, które jak na złość wymagają podejmowania głównego wątku od nowa. Niby fajnie z tym, że nie każdy ma na to czas.

Podsumowanie:

Grafika i animacje: 8/10

Muzyka i dźwięki: 7/10

Grywalność:  8/10

03
Gru
09

Męczący Marketing

Święta za niespełna miesiąc, a dzień otyłego pana, lubiącego brać wszelakiej maści brzdące na kolana już tuż, tuż. Ciekawym ilu tym razem spotkam na ulicy odpłatnie uśmiechniętych pozorantów, zamierzających na siłę wcisnąć w głowy obywateli tego pięknego kraju świąteczny nastrój. A co za tym idzie i ten śliczny zwyczaj kupowania prezentów. Najlepiej w sklepie przed którym stoją. „Idź do sklepu mojego pracodawcy. To tam komfortowo zostawisz pieniądze zarobione przez cały poprzedni miesiąc. Do tego podziękujesz przy kasie i jeszcze pożyczysz wesołych świąt”. Smutne. ;/ Nie wiem jak wy, ale ja zawsze zamiast dobrych duszków widziałem w tych brodaczach ludzi nieszczęśliwych i potrzebujących pieniędzy. I to do takiego stopnia, że są w stanie wcisnąć się w coś takiego…

Hoł, hoł...