Archiwum dla Luty 2010

24
Lu
10

Bad Company 2 – BETA

Mówiłem sobie „nie wezmę udziału”, „nie będę stękał o klucz”, „na świecie jest tyle przyjemniejszych rzeczy do roboty”. I co? I nic. Pewnego dnia w x-fire’owym okienku pojawił się szpetny nick znajomego, który złożył mi życzliwą propozycję odstąpienia jednego z kluczy, które to sobie otrzymał. Cóż miałem zrobić? Silna wola nigdy nie była moją dobrą stroną. Wziąłem, pobrałem, zainstalowałem i uruchomiłem. Grało się… Fajnie. Po dziesiątkach graczy zmuszonych do respawnu ku chwale mateczki Rosji lub czarnego brata Baracka… Po pokaźnej liczbie sytuacji kiedy to czołgo-podobna maszyna stawała w płomieniach pod wpływem uderzenia mojego RPG… Naprawdę chciałbym powiedzieć, czy też napisać coś więcej niż tylko „fajnie” ale jakoś nie może się mi to przecisnąć przez gardło i palce.

Nowa odsłona Battlefielda na pewno będzie grą wybitną w swym gatunku, na pewno masa pudełek zejdzie ze sklepowych półek za sprawą owego multiplayera.  Tryb Rush to wielka bitwa ze świszczącymi kulami, krzykami współtowarzyszy docierającymi zewsząd, wybuchami i czołgami wjeżdżającymi przez ścianę do azylu zaspanego campera. Epicko rzekłoby się. Mimo to jakoś nie trafia do mnie ten cały rozmach. Mapa zaserwowana w Becie jest naprawdę spora. Jak dla mnie zbyt spora przy takiej małej liczbie graczy, bo jedynie 32. Niby wszystko powinno być dobrze jednak ja należę do tych ludzi, którzy lubują się w małych mapkach, gdzie nie trzeba biec przez 20 sekund aby w ogóle zobaczyć wroga i to ze sporej odległości tak jak jest tutaj. Do tego system obrażeń… Jestem dzieciuchem wychowanym przez CoD’a 4 w trybie hardcore, dlatego też wpakowanie 15 sztuk amunicji we wroga (nie strzelając oczywiście w głowę) aby w końcu raczył paść twarzą w podłoże jest lekko ujmując – frustrujące. Kolejna sprawa to pociski znikające z magazynka jak dziewice z polskich gimnazjów. Nigdy z jakiejkolwiek broni poza wiatrówką wujka Sama nie strzelałem tak wiec się nie znam ale 3 sekundy, w czasie których magazynek robi się pusty to chyba jakiś żart. W każdym razie taki, z którego mi się wcale nie chce śmiać. Zabicie trzech, dodam zaskoczonych wrogów graniczy tutaj z cudem, a dla takiego casuala jak ja jest to po prostu niewykonalne.

To by było tyle z psioczenia. Co by jednak nikt nie mówił, że zły jestem to pochwalić kilka aspektów byłoby warto. Grafika – w moim guście jest śliczna. Crysis to to nie jest ale jednak naprawdę oprawa graficzna nadąża. Zniszczenia drzew, pojazdów i budynków (w szczególności właśnie budynków) stoją na wysokim poziomie. Aż miło rypnąć z czołgowego działa w jakiś magazyn albo strzelić w pień drzewa. Utwór w menu Bety jest również bardzo solidną robotą muzyka. Ciekawe jak muzyka będzie się prezentowała w pełnej wersji produktu. Podsumowując… Nowy BF to gra bardzo dobra jednak nie trafia do mojego skamieniałego serduszka tak jak pieniądze za nią zapewne nie trafią do kasy fiskalnej, bo raczej nie zamierzam kupić pełnej wersji. Póki co jednak, polecam załatwić sobie klucz do Bety, może wam się bardziej spodoba. Pełna wersja juz 5 marca na polskich półkach.

Reklamy
13
Lu
10

Return to Ostagar

W końcu udało mi się przezwyciężyć niechęć do wszystkiego i zagrać w nowy dodatek do Dragon Age’a. Czy warto było? Na pewno, bo te 1,5 godziny jakie trzeba poświęcić na ukończenie DLC nie było zbyt dużym nadwyrężeniem codziennego grafiku. Po wszystkim nie czułem nic nadzwyczajnego. Nie było żadnego kopa w dupsko, takiego jaki miejscami dawała podstawka gry, nie było „ochów i achów” ani niekontrolowanych wybuchów euforii i padaczki na podłodze. A szkoda, bo powrót na pobojowisko z początków podstawowej wersji, szukanie ciał znajomych i w końcu ograbienie zimnego truchła króla z wypasionej zbroi miało być niezmiernie interesujące. Miało… Ale cóż, nie było. W Ostagarze (a raczej tym co z niego zostało) nastała zima. Wszystko jest pokryte śniegiem. To niedobrze, bo liczyłem na dosyć dobitny obraz krwi i pokaźnej ilości flaków na podłożu, drzewach i wszystkim innym. Tak więc tutaj rozczarowanie. Dziesiątki potworków zwanych już od dawien dawna Mrocznymi (^_^) Pomiotami wygrzewają się przy ognisku i smakują mięska pobitych w bitwie wojowników w iście rodzinnej atmosferze. W przerwie od ich codziennych zajęć zaś są wyrzynani przez drużynę głównego bohatera, która z uporem niemowlaka szukającego cycka – przeszukuje ciała martwych, wrogich generałów w nadziei iż znajdzie części setu króla. Kilka słówek o samej zbroi, która wszakże była jednym z największych motorów napędowych aby powrócić do Ostagaru. Pancerz jest… Taki sobie. Wygląd co prawda ma niesamowity ale statystyki już niezbyt. W grze spotyka się dużo lepsze zbroje. Tak więc tu kolejne rozczarowanie. Skoro już mówię o zabawkach dostępnych w dodatku to warto również wspomnieć i to tym… W skrzyni znajdującej się w miejscu gdzie kiedyś stał namiot króla znajdujemy dosyć fajny miecz. Nie trudno się domyśleć, że od razu wylądował u  Alistaira w rączce.  Przy samym końcu znajdujemy również truchło Ogra, który jakimś cudem, niemalże sam został na pobojowisku, zupełnie nie pokryty śniegiem… Jest to ten sam szczęśliwiec, którego Duncan zabił w przerywniku pokazującym bitwę z podstawki. Po małych perypetiach z niezwykle śmiesznym (jak to Genlock) nekromantą dostajemy sztylet i miecz pozostawione przez Duncana w ciele Ogra. Samego trupa wielkiego Szarego Strażnika nie uraczymy. Czyżby BioWare wiązał  z nim jakieś plany? W podstawce jego śmierci nie widzieliśmy… No nic.

A oto i ciało Cailana:

Piękne nieprawdaż? Za ten obrazek niezwykły plus, bo chyba jako jedyny w całym DLC oddaje tą całą „niegrzeczność” jaką miał się Dragon Age charakteryzować, a niestety się nie charakteryzował. Co jak co ale Pomioty wiedzą jakie ozdoby choinkowe dobrać aby było miło i przytulnie.

Jakby podsumować?  Dodatek jest średni. Krótki jak na DLC przystało, nie wprowadza zbyt wiele do świata gry i jest po prostu… nudny. Po tak krótkim czasie potrzebnym na jego ukończenie tej nudy się raczej nie uraczy ale gdy tylko wyobrażę sobie, że musiałbym biegać w kółko za Pomiotami przez jakieś 4 godziny i wciskać te same skille to mnie szlag trafia na miejscu.  Nie ma tam nic co mogłoby rozgrywkę urozmaicić. Teraz myślę, że jedynym interesującym momentem jest to gdy znajdujemy truchło Cailana. Żadnych interesujących dialogów oprócz tego krótkiego nad ciałem króla. Żadnych interesujących cutscenek oprócz właśnie odnalezienia ciała. W końcu, żadnych ciekawych przeciwników i batalii, bo wszystko upływa szybko przy najmniejszym wysiłku jeśli tylko wiemy jaką taktykę obrać. Co jeszcze powiem? DLC mogłoby być dla graczy, którzy mają już stany gry z ukończonej podstawki, co nie zmuszało by ich do wczytywania wcześniejszego save’a lub zaczynanie gry do nowa. Tyle.

5/10